Aktualności
06.05.2010 | Liczba 20Â 000 to dystans ...
Liczba 20 000 to dystans w milach morskich, czyli około 37 000 kilometrów, które francusko-polski żeglarz Jean-Jacques KOWALCZYK pokonał w ciągu niecałych dwu lat.
Liczba 20 000 to dystans w milach morskich, czyli okoÅ‚o 37 000 kilometrów, które francusko-polski żeglarz Jean-Jacques KOWALCZYK pokonaÅ‚ w ciÄ…gu niecaÅ‚ych dwu lat. To Å›wiadczy o jego pasji do żeglarstwa, która pochÅ‚onęła mu wiÄ™cej czasu niż zdobywanie szczytów górskich. Jego najdÅ‚uższy samotny pobyt na wodzie to 25 dni żeglugi z Tahiti do Nowej Zelandii.
Podróże. Jean-Jacques Kowalczyk zdobywa NumeÄ™ /stolica Nowej Kaledonii – przyp. tÅ‚umacza/.
Szczytami gór i wodÄ…
Jean-Jacques Kowalczyk to awanturnik przekraczajÄ…cy wszelkie normy. Gdy miaÅ‚ zaledwie cztery lata, razem z ojcem zdobyÅ‚ szczyt Mont Blanc, wyczyn który wpisaÅ‚ go po raz pierwszy do ksiÄ™gi rekordów. DziÅ› ma 24 lata i realizuje marzenia które rozpoczÄ…Å‚ na dachu Europy: dookoÅ‚a Å›wiata pod żaglami.
Jean-Jacques Kowalczyk to już znana osoba w Polsce. Natomiast do Numea dotarÅ‚ w miniomym tygodniu jako nieznany nikomu podróżnik, po pokonaniu poÅ‚owy kuli ziemskiej czyli 20 000 mil w niespeÅ‚na dwa lata. Kucharz z zawodu a szkutnik z zamiÅ‚owania, który odbudowaÅ‚ swój jacht WINGER znaleziony na suchym lÄ…dzie. To jachtowy Harley o dÅ‚ugoÅ›ci 12 metrów, mahoniowy. Wtedy bez masztu i takielunku, wyposażenie kabiny w opÅ‚akanym stanie, a klepki kadÅ‚uba rozeschniÄ™te z centrymetrowymi szparami. Każdy machnÄ…Å‚by na ten jacht rÄ™kÄ…. Ale nie on.
„To byÅ‚a miÅ‚ość od pierwszego wejrzenia, tÅ‚umaczy mÅ‚ody 24-letni awanturnik. Przy pomocy kolegów rozpoczÄ…Å‚em remont jachtu a wrÄ™cz odbudowÄ™ dużej części kadÅ‚uba. PostanowiÅ‚em zalepić prowizorycznie szpary w kadÅ‚ubie szpachlÄ…, opuÅ›cić kadÅ‚ub do wody i po napÄ™cznieniu drewna, usunąć wyciÅ›niÄ™tÄ… ze szpar szpachlÄ™. Jako szpachli użyÅ‚em mieszanki kredy z miniÄ…, która to stara receptura szkutników teraz jest zastÄ…piona sztucznymi tworzywami. WyszukaÅ‚em też w starych książkach techniki budowy i naprawy drewnianych żaglowców. PoznaÅ‚em też tajniki stolarstwa. Trzeba byÅ‚o przez siedem dni i nocy wypompowywać wodÄ™ z kadÅ‚uba zanim klepki wystarczajÄ…co napÄ™czniaÅ‚y. A później szybko ponowne wyciÄ…gniÄ™cie jachtu na lÄ…d, usuwanie wyciÅ›niÄ™tej szpachli i malowanie kadÅ‚uba. I od tamtej pory nie mam żadnych problemów, poza tym że dwie klepki zostaÅ‚y podziurawione przez korniki morskie w Nowej Zelandii. Bez problemu, sam wymieniÅ‚em uszkodzone fragmenty.”
Jean-Jacques jest wyraźnie zadowolony ze swojego jachtu: „Jest super. Atakuje każdÄ… wodÄ™. Pierwszy egzamin to byÅ‚ sztorm na Morzu Åšródziemnym z potwornymi szkwaÅ‚ami mistrala. Drugi to cyklon pomiÄ™dzy Tahiti a NowÄ… ZelandiÄ…, jakieÅ› 200 mil przed koÅ„cem etapu. WalczyÅ‚em z falami przez 48 godzin. Jacht walczyÅ‚ razem ze mnÄ… i bezpiecznie dotarliÅ›my do Whangarei. Pomimo że jacht ma dÅ‚ugi kil /balast podwodny – przyp. tÅ‚umacza/ ostro chodzi na wiatr. Nawet 30 stopni na wiatr co jest dobrym wynikiem. Co prawda ma tendencje do koÅ‚ysania na boki. Ale jest szybki. Z Whangarei na Nowej Zelandii do Numea na Nowej Kaledonii żeglowaÅ‚em tylko 7 dni.”
WypÅ‚ynÄ…Å‚ z Port Camargue we Francji w lipcu 2008 roku. MÅ‚ody żeglarz wybraÅ‚ trasÄ™ przez Maroko, Wyspy Kanaryjskie, Wyspy Zielonego PrzylÄ…dka, MartynikÄ™, KolumbiÄ™, PanamÄ™, Galapagos, PolinezjÄ™, NowÄ… ZelandiÄ™ i teraz NowÄ… KaledoniÄ™. Jean-Jacques Kowalczyk zamierza przeczekać w Numea tutejszÄ… zimÄ™ i popÅ‚ynąć dalej przed okresem cyklonów.
W drugim etapie swojej podróży dookoÅ‚a Å›wiata, nie przewiduje zatrzymania siÄ™ w Australii, „gdzie wpÅ‚yniÄ™cie do jakiegokolwiek portu wymaga poważnych zabiegów administracyjnych”, i zaliczy bezpoÅ›rednio cieÅ›ninÄ™ Torresa. NastÄ™pnie wzdÅ‚uż poÅ‚udnowej Indonezji, przez Wyspy Kokosowe /te sÄ… jednak pod administracjÄ… Australii/, na krótko zatrzyma siÄ™ na Mauritius i na Reunion. Chce szybko dopÅ‚ynąć do Durbanu w Afryce PoÅ‚udniowej, opÅ‚ynąć PrzylÄ…dek Dobrej Nadziei i zatrzymać siÄ™ na krótko w Capetown. Później Wyspa ÅšwiÄ™tej Heleny, Wyspa WniebowstÄ…pienia, Brazylia, Gujana Francuska i Antyle.
„Jak tylko bÄ™dzie to możliwe, popÅ‚ynÄ™ jeszcze bardziej na póÅ‚noc aż do Nowego Jorku a dopiero stamtÄ…d do Francji. To bÄ™dzie zależaÅ‚o od tego czy bÄ™dÄ™ miaÅ‚ jeszcze oszczÄ™dnoÅ›ci i czy bÄ™dzie sprzyjajÄ…ca pogoda, informuje żeglarz. W każdym bÄ…dź razie myÅ›lÄ™ że w maju za rok dotrÄ™ do Francji i do Portu Camargue gdzie czekajÄ… na mnie wszyscy moi przyjaciele.”
Herve Girard
Na dachu Europy w wieku 4 lat.
Jean-Jacques jest z pochodzenia Polakiem. Ma podwójne obywatelstwo francusko-polskie i mówi bezbłędnie w obu jÄ™zykach. Jego ojciec, Andre /Andrzej po polsku/ jest przyjacielem Lecha Wałęsy razem z którym walczyli z komunizmem do czasu kiedy zostaÅ‚ wydalony do Francji. Zmuszony do zamieszkania w Paryżu, ojciec ponownie daÅ‚ siÄ™ we znaki zawieszajÄ…c flagÄ™ SolidarnoÅ›ci na szczycie Mont Blanc.
Już później, postanowiÅ‚ wnieść na ten sam szczyt, w plecaku, swojego syna /w wieku 2 lat/ z myÅ›lÄ… że bÄ™dzie to pierwsze dziecko na szczycie. ByÅ‚o jednak wokóÅ‚ tego tak dużo rozgÅ‚osu prasowego, że w ostatnim schronisku przed szczytem zostali aresztowani przez żandarmeriÄ™ górskÄ… która dotarÅ‚a tam helikopterem. Jako powód aresztowania podano narażanie dziecka na niebezpieczeÅ„stwo. Nie uznano tego jednak za recydywÄ™ dwa lata później. Ojciec z synem tym razem weszli na szczyt z zachowaniem jednak dyskrecji. Dziecko prawie całą drogÄ™ szÅ‚o samodzielnie. O tej wyprawie doniosÅ‚y wielkimi literami strony tytuÅ‚owe francuskiej prasy co wprawiÅ‚o w zakÅ‚opotanie autorytety. Jean-Jacques od tamtej chwili figuruje w ksiÄ™dze rekordów. Teraz pÅ‚ynie na poziomie zerowym morza i marzy o wejÅ›ciu na Mont Everest.
Jego ekspedycje sÄ… wspomagane przez Polaków, którzy sponsorujÄ… go. Teraz oczekuje na nowy spinaker w barwach narodowych swojego ojczystego kraju. Opiekuje siÄ™ nim miasto PuÅ‚awy gdzie urodziÅ‚ siÄ™ jego ojciec. Jego wyczyny sÄ… odnotowywane w prasie i na internetowej stronie w jÄ™zyku polskim www.jasiekkowalczyk.pl Ma też stronÄ™ w jÄ™zyku francuskim na Facebook pod swoim nazwiskiem, dostÄ™pnÄ… dla caÅ‚ego Å›wiata.
Za „Les Nouvelles Caledoniennes” 30.04.2010 www.lnc.nc
Tłumaczenie : Andrzej Kowalczyk
|
Par monts et par eaux
|
Jean-Jacques Kowalczyk est un aventurier hors normes. Alors qu’il avait tout juste 4 ans, son père l’a conduit au sommet du mont Blanc, une performance qui lui a valu d’être inscrit dans le livre des records. Aujourd’hui âgé de 24 ans, il accède au rêve de celui qui lui a fait toucher le toit de l’Europe : le tour du monde en voilier.
Jean-Jacques Kowalczyk a une renommée importante en Pologne. A Nouméa, en revanche, il est arrivé incognito la semaine dernière en escale, après un demi-tour du globe, soit 20 000 milles en un peu moins de deux ans de voyage. Cuisinier de métier puis devenu charpentier de marine, il a acquis son voilier, Winger, alors qu’il était posé à sec sur un terrain. Le fier plan Harley de 12 mètres, en acajou, n’avait plus de mât, ni aucun accastillage. Les aménagements intérieurs étaient dégradés et les bordés en bois, qui avaient séché, étaient disjoints. N’importe qui aurait passé son chemin. Pas lui.
« J’ai eu le coup de foudre en le voyant, explique le jeune aventurier de 24 ans. Aidé de quelques copains, j’ai dû le réparer et le refaire en grande partie. J’ai dû mastiquer les joints avant de le remettre à l’eau, laisser le bois gonfler et expulser le mastic en excès. Le mélange de mastic et de minium, que l’on remplace aujourd’hui par un produit autorisé, est une recette de charpentier de marine. J’ai ainsi appris le travail du bois. Il a fallu sept jours pour que le bois reprenne sa place et que l’on arrête les pompes, l’étanchéité étant devenue définitive. Je l‘ai ensuite peint et, depuis, je n’ai eu qu’un problème, deux planches du bordé ont été attaquées par des vers marins en Nouvelle-Zélande. J’ai dû les remplacer ».
Jean-Jacques se dit content de son bateau : « Il est super. J’ai pris de grosses mers. La première était une tempête en Méditerranée pendant un coup de mistral, l’autre une dépression entre Tahiti et la Nouvelle-Zélande, à 200 milles de l’arrivée. J’ai dû mettre à la cape pendant 48 heures. Le bateau a capeyé sans problème et je suis finalement arrivé sans encombre à Whangarei. Malgré sa quille longue, Winger fait un très bon près. Il marche à 30 degrés du vent apparent et je peux progresser la barre amarrée. Au portant il a, en revanche, tendance à se dandiner. Mais il est rapide. J’ai mis sept jours entre Whangarei et Nouméa. »
« Si c’est possible, je remonterai jusqu’à New York pour retraverser vers la France. Ça dépendra de mes moyens. »
Parti de Port-Camargue en juillet 2008, le jeune navigateur a tracé par le Maroc, les Canaries, le Cap-Vert, la Martinique, la Colombie, Panama, les Galapagos, la Polynésie, la Nouvelle-Zélande et enfin la Nouvelle-Calédonie. Jean-Jacques Kowalczyk compte rester à Nouméa pendant la saison hivernale et repartir avant la saison des cyclones.
Pour la deuxième partie de son tour du monde, il prévoit de ne pas s’arrêter en Australie, « où les escales sont devenues un casse-tête administratif », et compte franchir directement le détroit de Torrès, longer l’Indonésie, faire un stop aux Cocos Keeling (pourtant australiennes), puis un court séjour à Maurice et à La Réunion. Il souhaite ensuite arriver le plus vite possible à Durban (Afrique du Sud), franchir le cap de Bonne-Espérance et faire un stop à Capetown. Après, ce sera Sainte-Hélène, Asuncion, le Brésil, la Guyane française et les Antilles.
« Si c’est possible, je remonterai jusqu’à New York pour retraverser vers la France. Ça dépendra de mes moyens et de la météo du moment, poursuit le marin. De toute façon, j’attendrai mai pour retourner vers la France et Port-Camarque où j’ai tous mes amis. »
Jean-Jacques Kowalczyk a une renommée importante en Pologne. A Nouméa, en revanche, il est arrivé incognito la semaine dernière en escale, après un demi-tour du globe, soit 20 000 milles en un peu moins de deux ans de voyage. Cuisinier de métier puis devenu charpentier de marine, il a acquis son voilier, Winger, alors qu’il était posé à sec sur un terrain. Le fier plan Harley de 12 mètres, en acajou, n’avait plus de mât, ni aucun accastillage. Les aménagements intérieurs étaient dégradés et les bordés en bois, qui avaient séché, étaient disjoints. N’importe qui aurait passé son chemin. Pas lui.
« J’ai eu le coup de foudre en le voyant, explique le jeune aventurier de 24 ans. Aidé de quelques copains, j’ai dû le réparer et le refaire en grande partie. J’ai dû mastiquer les joints avant de le remettre à l’eau, laisser le bois gonfler et expulser le mastic en excès. Le mélange de mastic et de minium, que l’on remplace aujourd’hui par un produit autorisé, est une recette de charpentier de marine. J’ai ainsi appris le travail du bois. Il a fallu sept jours pour que le bois reprenne sa place et que l’on arrête les pompes, l’étanchéité étant devenue définitive. Je l‘ai ensuite peint et, depuis, je n’ai eu qu’un problème, deux planches du bordé ont été attaquées par des vers marins en Nouvelle-Zélande. J’ai dû les remplacer ».
Jean-Jacques se dit content de son bateau : « Il est super. J’ai pris de grosses mers. La première était une tempête en Méditerranée pendant un coup de mistral, l’autre une dépression entre Tahiti et la Nouvelle-Zélande, à 200 milles de l’arrivée. J’ai dû mettre à la cape pendant 48 heures. Le bateau a capeyé sans problème et je suis finalement arrivé sans encombre à Whangarei. Malgré sa quille longue, Winger fait un très bon près. Il marche à 30 degrés du vent apparent et je peux progresser la barre amarrée. Au portant il a, en revanche, tendance à se dandiner. Mais il est rapide. J’ai mis sept jours entre Whangarei et Nouméa. »
« Si c’est possible, je remonterai jusqu’à New York pour retraverser vers la France. Ça dépendra de mes moyens. »
Parti de Port-Camargue en juillet 2008, le jeune navigateur a tracé par le Maroc, les Canaries, le Cap-Vert, la Martinique, la Colombie, Panama, les Galapagos, la Polynésie, la Nouvelle-Zélande et enfin la Nouvelle-Calédonie. Jean-Jacques Kowalczyk compte rester à Nouméa pendant la saison hivernale et repartir avant la saison des cyclones.
Pour la deuxième partie de son tour du monde, il prévoit de ne pas s’arrêter en Australie, « où les escales sont devenues un casse-tête administratif », et compte franchir directement le détroit de Torrès, longer l’Indonésie, faire un stop aux Cocos Keeling (pourtant australiennes), puis un court séjour à Maurice et à La Réunion. Il souhaite ensuite arriver le plus vite possible à Durban (Afrique du Sud), franchir le cap de Bonne-Espérance et faire un stop à Capetown. Après, ce sera Sainte-Hélène, Asuncion, le Brésil, la Guyane française et les Antilles.
« Si c’est possible, je remonterai jusqu’à New York pour retraverser vers la France. Ça dépendra de mes moyens et de la météo du moment, poursuit le marin. De toute façon, j’attendrai mai pour retourner vers la France et Port-Camarque où j’ai tous mes amis. »
|
Sur le toit de l’Europe à 4 ans
La première tentative d’ascension du mont Blanc s’était terminée dans la rubrique des faits divers.
Jean-Jacques Kowalczyk est d’origine polonaise. Il a la double nationalité franco-polonaise et parle couramment les deux langues. Son père, André (Amdrzej en polonais), est un ami de Lech Walesa avec qui il a milité contre les communistes jusqu’au moment où il a été expulsé en France. A peine débarqué à Paris, le père s’était fait remarquer en allant poser des banderoles Solidarnosc au sommet du mont Blanc. Dans un deuxième temps, il avait embarqué dans son sac à dos son fils Jean-Jacques (âgé alors de 2 ans) dans l’intention d’en faire le premier enfant arrivé au sommet. Ayant trop fait de publicité, il avait été arrêté au dernier refuge avant le sommet par les gendarmes arrivés en hélicoptère. Il avait alors été poursuivi pour mise en danger de son fils. Cela ne l’a pas empêché de récidiver deux ans plus tard. Le père et l’enfant avaient cette fois atteint le sommet en toute discrétion. L‘enfant avait marché tout au long du parcours. Cet exploit avait alors fait les gros titres de la presse et mis en émoi les autorités. Jean-Jacques figure depuis dans le livre des records. Et s’il navigue aujourd’hui au niveau zéro de la mer, un de ses rêves est de faire l’ascension de l’Everest. Ses exploits sont suivis par la collectivité polonaise qui l’aide en le sponsorisant. Il attend notamment un nouveau spinnaker aux couleurs de son pays d’origine. Il est parrainé par la ville de Pulawy où son père est né. Son aventure est très médiatisée dans les journaux et sur le site polonais www.jasiekkowalczyk.pl. Il a aussi une page ouverte en français sur Facebook à son nom, accessible à tout le monde. |
|
Jean-Jacques Kowalczyk sur son bateau au mouillage en baie de l’Orphelinat, à côté du pavillon de courtoisie polonais alors que Winger bat pavillon français.
|
|
|
A la une
Copyright © 2009 Multimedia Design. Content copyright: Jasiek Kowalczyk, Andrzej Kowalczyk.



